Pracownia cz.2 – historia

wpis w: Decoremka | 0

Po opublikowaniu na facebooku zdjęć z mojej pracowni otrzymałam wiele pozytywnych komentarzy. Wielokrotnie przewijało się „zazdroszczę”, „cudnie” i „to spełnienie marzeń”. To prawda – jest niesamowite pod względem organizacji i daje ogromne możliwości, ale… nie zawsze tak było. Zobaczcie, od czego zaczynałam.

1506476_769026169780669_85987982_n

Zanim zaczęłam jeszcze porządnie zajmować się rękodziełem, była to moja pasja, która uaktywniała się w okolicach Świąt. Przy okazji Bożego Narodzenia rozkładałam się z materiałami w pokoju córki a materiały trzymałam w kartonie/małej szafeczce. I to w zupełności wystarczało.

aDSC_0492aDSC_0500

Aż do kolejnych Świąt, kiedy to ilość moich dodatków przestała się mieścić w paru kartonach. Potrzebowałam więcej miejsca, więc zajęłam część salonu.

aDSC_0561

W zasadzie… zagraciłam część salonu. 🙂 Kiedy mój mąż zwrócił delikatnie uwagę na to, że coś w tej scenerii nie gra, zdecydowałam stworzyć kącik, w którym mogłabym pracować i który nie wyglądałby jak pobojowisko. Wyznaczyłam do tego celu fragment salonu.

aDSC_0576

Tak powstało moje pierwsze miejsce do pracy! I jak widzicie, nie było to najbardziej komfortowe miejsce, ale cieszyłam się z niego niesamowicie. Siedziałam przy stoliku kawowym na niskiej pufie i właściwie nie miałam wielkiego pola manewru – mogłam po prostu obrócić się i sięgnąć do szafek.

aDSC_0578

A ponieważ jestem niewysoka, czasem nawet nie było mnie widać zza foteli. 🙂 Prawdziwa baza! Pracowało mi się tam nieziemsko…

aDSC_0655

Wystarczyły słuchawki i mogłam godzinami dłubać w papierze, zwłaszcza nocami. Dodatków zaczęło przybywać, więc dokładałam kolejne kartoniki, szafeczki i starałam się o maksymalne wykorzystanie całej niewielkiej przestrzeni, jaką miałam do dyspozycji.

aDSC_0600
aDSC_0601

aDSC_0095

Oczywiście z każdym dniem fotele lądowały coraz dalej, odsuwałam łóżko i poszerzałam mój mały azyl do tego stopnia, aż zaczął znów zajmować pół pokoju. 🙂 Apetyt rósł w miarę jedzenia. Ponownie jednak okazało się, że to nie wystarczy. W porozumieniu z mężem zdecydowałam się na drastyczny krok – pokój córki połączyłam z naszą sypialnią a w wolnym pomieszczeniu zaczęłam tworzyć prawdziwą pracownię… Nie miałam do dyspozycji całego pokoju, zaledwie pół, ale była to ogromna zmiana.

aDSC_0744

Wykorzystując wszelkie dostępne meble kombinowałam jak tylko się dało, by stworzyć miejsce, w którym pomieszczę wszystkie swoje dodatki. Trochę to trwało, ale udało mi się osiągnąć niezły efekt.

aDSC_0909

aDSC_0910

Na wymiankowych grupach udało mi się zdobyć dodatkowy stolik a następnie biurko, które niesamowicie poprawiło komfort pracy – koniec z garbieniem się przy niskim stoliczku!

Oczywiście przy okazji Świąt organizacja znów pozostawiała wiele do życzenia…

aDSC_1552

aDSC_1553

A czasami nie pracowałam całkiem sama… 🙂

aDSC_1719

Patrzę na te zdjęcia i nie mogę uwierzyć w to, jak wiele teraz zmieniło się w mojej pracowni. Przede wszystkim, każda rzecz ma swoje miejsce i dzięki maksymalnemu wykorzystaniu przestrzeni mogę pomieścić znacznie więcej dodatków i materiałów.

sld7

 

Chciałam pokazać Wam moją drogę, by udowodnić, że jeśli się czegoś naprawdę bardzo mocno chce, to osiągnąć można wszystko. Spełnienie mojego marzenia o idealnej pracowni kosztowało mnie wiele pracy i nie trwało kilka miesięcy – tylko lata. Od początku jednak wiedziałam, czego chcę i zrobiłam wszystko, by to osiągnąć.

I wy też możecie – nawet, jeśli wydaje się Wam, że to niemożliwe i trudne do zrealizowania. Ważne, by zrobić pierwszy krok i nigdy się nie poddawać.

 

Magdalena Kądziołka